Ktoś tu był!

Znikanie to jedna z moich najlepiej opanowanych umiejętności. Preteksty wysypują się mi się jak z rękawa bez skinienia mojego palca zawsze wtedy, gdy tego potrzebuję. Tym razem jednak nie chciałam znikać, to samo się do mnie przypałętało i kurczowo trzymało nogawki. Tym razem zniknęłam stąd na dłuższe „5 minut”, bo miałam ku temu powód. Nieprzyjemnie abstrakcyjny powód. 

Są rzeczy, których najzwyczajniej w świecie się nie spodziewamy. Może to być pierwszy siwy włos, który wprawi nas w zadumę. Może to być spadająca wprost na ramię nowego płaszcza niespodzianka, którą zafundował nam przelatujący nad głową gołąb, która spowoduje, że poczujemy się zakłopotani. Ale równie dobrze mogą to być niewidzialne ślady butów na podłodze naszego domu pozostawione przez nieznanych nam ludzi, którzy bez skrupułów okradają nasze mieszkania. Wierzcie mi, że wolałabym stać w fontannie gołębiego gówna niż napotkać uczucie, które dotknęło mnie, gdy wracając z zakupów do domu spostrzegłam, że ktoś nas okradł.

Panika to moja przyrodnia siostra.

Mam ją we krwi i niestety nie umiem zachować spokoju, gdy zaczynam się bać. Bo najzwyczajniej w świecie się bałam. Było to jednak zupełnie inne niż wszystkie znane mi oblicza strachu. Gdy zdajesz sobie sprawę, że ktoś obcy dotykał twoich rzeczy (i nota bene dotyka ich nadal) poznajesz nowy odcień uczucia, które od tego momentu będzie ci towarzyszyć przez kilka dobrych tygodni. To uczucie jest tak abstrakcyjne, że trudno mi je nawet opisać. W pierwszym momencie w głowie zapaliło mi się jaskrawe światełko i wybuchłam atakiem panicznego niedowierzania. Nie było nas przecież w domu…

… przez niecałą godzinę!

 A przecież mogło się to wydarzyć, gdy wyjeżdżamy na cały weekend lub nawet tydzień. Może wtedy ta sytuacja nie podniosłaby mi ciśnienia tak bardzo.  A może tylko to sobie wmawiam, by usprawiedliwić przed samą sobą złość na to, że okradziono mnie z narzędzi, na których pracowałam. Chodzi tu o laptopy. W liczbie mnogiej, bo dokładnie 5 dni przez włamaniem kupiłam nowy sprzęt. I nagle przepadły oba. Jeden, w którego wnętrzu znajdowała się większa część mojego życia w postaci zdjęć, notatek, dokumentów. I drugi prosto wyjęty z pudełka. I zgadnijcie, którego bardziej mi żal.

Kawałek plastiku? 

Wydawać by się mogło, że sprzęt elektroniczny to tylko rzeczy. Kawałki plastiku sklejone w większe całości. Znajomi współczują mi, bo okradziono mnie z czegoś, na co wydałam pieniądze. Ale ja sama skutki tego włamania odczuwam w nieco inny sposób. Mnie okradziono ze skrawków wspomnień zapisanych gdzieś wewnątrz laptopa, z którym przeżyłam ponad 4 lata. Nie udało mi się zarchiwizować nawet 1/100 tego, do czego już nigdy więcej nie zajrzę.

Czas na refleksję.

Wraz z włamaniem najpierw pojawiło się u mnie uczucie gniewu i paniki, że zostaliśmy okradzeni. Że zabrano nam cenne rzeczy. Że zniknęła biżuteria, która była wartościowa. Potem zdałam sobie sprawę, że od tego dnia będę bała się zostawać sama w domu. Że przeraża mnie każdy dźwięk z pokoju obok, nawet gdy wiem, że to jedynie harce mojego kota. Gdy panika minęła zaczęłam wszędzie dostrzegać niewidzialne buciory złodzieja, którego łapy dotykały naszych mebli. Naszej prywatnej przestrzeni. Azylu, w którym do tej pory czułam się całkowicie bezpieczna. Teraz zaś, kiedy zabezpieczamy mieszkanie przez następną taką sytuacją i gdy strach mi prawie minął, przychodzi mi do głowy wiele refleksji, ale przede wszystkim dwa cele, które od dziś zacznę realizować. Po pierwsze – będę na bieżąco archiwizować w chmurze istotne dla mnie dane, notatki, dokumenty. Po drugie – to czas, by zacząć wywoływać zdjęcia. Takie wydrukowane nie mają prawa nigdy mnie opuścić.

5 thoughts on “Ktoś tu był!

  1. Strasznie współczuję. Tak jak już o tym wspomniałaś, laptop to tylko rzecz nabyta, która z czasem i tak traci na wartości, lecz zdjęcia i dokumenty były cząstką Ciebie, która niestety przepadła. Wydrukowane zdjęcia to bardzo dobry pomysł, jednakże warto pamiętać, że wspomnienia są „rzeczą”, która nigdy nie zostanie nam odebrana.
    Pozdrawiam :)

  2. Współczuję. Ja jestem juz przyzwyczajona do znikania rzeczy bo często je gubię. Wyrobiłam w sobie nawyk nieprzyzwyczajania się do niczego materialnego :) jedyne o co bym się bała to moje zwierzęta i bliscy. A właściwie nie. Kolczyki babci, ukochana pozytywka… czymś takim był dla Ciebie stary laptop. Wszystko co było pożyczone zostanie kiedyś oddane, a człowiek który zrobił takie świństwo na pewno ma gorsze i smutniejsze życie niż Ty, więc już sam wymierzył sobie karę upodlając się. Marna to pociecha, ale zawsze 😀 trzymaj się ciepło :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *