Dlaczego tylko Ci się wydaje, że nie lubisz jesieni

Przez cały rok czekamy na słońce i upały. Czekamy na wojaże, bo wydaje nam się, że najbliższe lato to będzie ten czas, kiedy podbijemy świat, albo chociaż jego połowę. Marzymy o truskawkach, rożkach pełnych kolorowych kulek, drinku z palemką pod palemką na jakiejś rajskiej wysepce. I przychodzi lato. 

I nagle okazuje się, że w naszym biurze nie ma klimatyzacji. Że jakkolwiek byśmy się nie ubrali to i tak spocimy się w drodze na przystanek autobusowy. Że sezon na truskawki za krótki. Że szef daje nam bezpłatny urlop, a nam nie udało się odłożyć tylu pieniędzy, by podbić świat. Ba.. nie mamy nawet kasy na podbicie Trójmiasta. No i komary zaczęły się rozmnażać jakby szybciej niż rok temu…

Ale nie ma się co martwić – po lecie zawsze przychodzi jesień! Piękna szaro-buro-złota polska jesień. I jest kilka powodów, dla których tej pory roku nie da się nie kochać.

1. Brudna zieleń. Szarość w melanżach. Czerwone szminki. I botki! 

Żadna inna pora roku pod względem modowym nie może się równać z jesienią. Wystarczy krótki, miejski spacer, by przekonać się, że jesień jest królową stylu. Przy marmurkowych rurkach na parkowych ławkach zasiadają brudnozielone trencze. Za brązowymi botkami na koturnach biegną czarne sztyblety. A długie szare swetry piją herbatę zostawiając na białych kubeczkach czerwone odciski i uśmiechają się do nas zza szyb warszawskich kawiarni…

2. Herbata lekiem na całe zło.

Czarna, by szybciej stanąć na nogi. Zielona na uspokojenie. Malinowa – każdego wieczoru. Biała dla zabicia czasu. Z imbirem – na gardło. A ta o smaku jagodowej muffinki pocieszy w każdym kłopocie. No cóż – jesień bez herbaty jest jak ogórek konserwowany, który źle się zakonserwował. Herbatę jesienią pijam częściej niż jakikolwiek inny trunek. Gdyby pory roku miały swoje godła znakiem jesieni na pewno byłaby herbata.

3. Jeszcze więcej nocy. 

Dni stają się coraz krótsze i raczej na to narzekamy, ale czy nie powinniśmy się z tego trochę cieszyć? Wszak nocy mamy więcej. A noce, jak słusznie zauważa Alex Turner w moim ukochanym kawałku „Do I wanna know?”, zostały wymyślone po to, aby wypowiadać słowa, których nie wymówimy dnia kolejnego. Poza tym ja nocami jestem zdecydowanie bardziej produktywna niż za dnia. Dni mnie rozpraszają. No chyba, że mówimy o jesiennych dniach. O jesiennych dniach deszczowych…

4. … kiedy z nieba kapie i kapie. 

I kapie. A my zawijamy się w nasz ulubiony koc, bierzemy do ręki książkę, na kolanach mruczy nasz kot zwinięty w kłębek, na półce obok stoi kieliszek wina (lub herbaty rzecz jasna). Uchylamy okno, by soundtrack do książki był bardziej słyszalny. I jesteśmy w niebie. Nie może być lepiej.

5. Spieszyć się powoli. 

Jesienna melancholia nastraja nas na wolniejsze tempo. Niby godzin dobie nie przybywa, a jednak bez trudu znajdziemy czas na upieczenie szarlotki. Czytamy więcej książek, częściej wychodzimy na spacery. Częściej okazujemy uczucia, bo na zewnątrz chłodniej i nie trzeba długo szukać pretekstu, aby się przytulić. Czas zwalnia, a my razem z nim. Szukamy na Spotify najlepszych jazz’owych kawałków, by po prostu ich posłuchać. Leżeć i słuchać muzyki.

6. Kolorowe & kremowe. 

Zupy rzecz jasna. Co jak co, ale jesienią krem z pomidorów smakuje najlepiej. Nie potrafię zrozumieć dlaczego, ale dla mnie to takie kulinarne ‚must do’ jesienne. I jeszcze krem brokułowy z mięsnymi kulkami i groszkiem ptysiowym. Nie ma nic lepszego niż kremowe zupy jesienią. Niedługo podzielę się z Wami przepisami na moje ulubione ‚kremówki’.

7. Jest najlepsza.

Bo jesień jest super. Naprawdę!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *